Odchudzanie kojarzy się wielu osobom z nieustannym krytykowaniem własnego ciała, liczeniem każdej kalorii i poczuciem winy po każdym „gorszym” posiłku. Taka strategia bardzo rzadko prowadzi do trwałych efektów, za to niemal zawsze odbiera radość z jedzenia i ruchu. Skuteczna zmiana nie wymaga ciągłego oceniania siebie, ale zbudowania spokojnej, opartej na faktach relacji z jedzeniem, własnym ciałem i emocjami. Właśnie na tym podejściu skupia się ten artykuł – na schudnięciu w sposób, który nie niszczy poczucia własnej wartości, lecz je wzmacnia.
Dlaczego ciągłe ocenianie siebie utrudnia odchudzanie
Wiele osób wchodzi w proces zmiany z nastawieniem: „albo będę perfekcyjny, albo w ogóle”. Każde odstępstwo od planu jest wtedy dowodem na „słabą silną wolę”, „lenistwo” lub „brak charakteru”. Takie myślenie generuje ogromną presję i paradoksalnie zwiększa ryzyko porzucenia diety.
Mechanizm jest prosty: im więcej negatywnych ocen, tym więcej napięcia emocjonalnego. A im więcej napięcia, tym silniejsza pokusa, by sięgnąć po jedzenie jako szybki sposób na ukojenie. W efekcie powstaje błędne koło: stres – jedzenie – poczucie winy – jeszcze większy stres.
Do najczęstszych zniekształceń myślowych, które pojawiają się w trakcie odchudzania, należą:
- Myślenie zero-jedynkowe – „zjadłam ciastko, więc cała dieta jest do wyrzucenia”. Jedno odstępstwo staje się równoznaczne z porażką, zamiast zostać potraktowane jako pojedynczy błąd do skorygowania.
- Uogólnianie – „nie udało mi się schudnąć wcześniej, więc teraz też się nie uda”. Jedno doświadczenie z przeszłości jest traktowane jak niepodważalny dowód na przyszłość.
- Katastrofizacja – wyobrażanie sobie najgorszego możliwego scenariusza („na pewno przytyję jeszcze bardziej”, „wszyscy zobaczą, że znów nie dałam rady”).
- Ocenianie siebie przez pryzmat wagi – „mam nadwagę, więc jestem gorsza”, „liczba na wadze mówi o tym, ile jestem warta”.
Tego typu myśli nie tylko obniżają nastrój, ale także bezpośrednio wpływają na decyzje żywieniowe. Osoba, która widzi siebie wyłącznie przez pryzmat porażek, ma mniejszą motywację do dbania o siebie. Pojawia się rezygnacja: „skoro i tak nic z tego, zjem, co chcę”.
Warto podkreślić, że utrata masy ciała to proces biologiczny, ale także psychologiczny. Hormony głodu i sytości, poziom stresu, jakość snu, relacje społeczne – to wszystko wpływa na to, ile jemy i jakich wyborów dokonujemy. Ciągłe ocenianie siebie zwiększa poziom stresu, a ten wpływa na hormony (np. kortyzol), które mogą utrudniać redukcję masy ciała, sprzyjać odkładaniu tkanki tłuszczowej i nasilać apetyt, szczególnie na produkty słodkie i tłuste.
Jeśli więc odchudzanie ma być skuteczne i trwałe, konieczne jest odejście od modelu „samobiczowania” i przejście do podejścia opartego na ciekawości, obserwacji i życzliwości wobec siebie.
Czym jest odchudzanie bez samokrytyki
Odchudzanie bez ciągłego oceniania siebie nie oznacza „odpuszczania” czy „braku zasad”. To przesunięcie akcentu z poczucia winy na odpowiedzialność, z samokrytyki na uczenie się. Chodzi o to, aby każdy dzień traktować jako informację zwrotną, a nie wyrok na temat własnej wartości.
Można to porównać do pracy naukowca. Naukowiec nie zwyzywa siebie za nieudany eksperyment, tylko zastanowi się, co można zrobić inaczej. W podobny sposób warto patrzeć na własne odżywianie: jako na serię prób i błędów, które z czasem prowadzą do skutecznych nawyków.
Najważniejsze założenia takiego podejścia to:
- Zamiast oceny „jestem beznadziejna”, pojawia się pytanie „czego mogę się z tego nauczyć?”.
- Zamiast myślenia „nie mam silnej woli” – szukanie rozwiązań środowiskowych, np. inaczej zorganizowana kuchnia, plan posiłków, wsparcie bliskich.
- Zamiast karania się drastycznymi dietami – stopniowa zmiana nawyków, które da się utrzymać miesiącami i latami.
W takim podejściu kluczowa staje się uważność. Uważność to w praktyce:
- zauważanie, kiedy sięgasz po jedzenie z głodu fizycznego, a kiedy z emocji,
- obserwowanie, jak czujesz się po różnych posiłkach – energicznie, ospale, głodna po godzinie czy syta na dłużej,
- świadome jedzenie – wolniejsze, z przerwami na ocenę, czy nadal czujesz głód,
- akceptowanie, że czasem zjesz więcej lub inaczej, niż planowałaś, i wracanie do swoich zasad bez dramatyzowania.
Badania pokazują, że osoby, które rozwijają uważność i samoakceptację, mają większe szanse na utrzymanie nowych nawyków, ponieważ:
- mniej sięgają po jedzenie emocjonalne,
- rzadziej wchodzą w cykl „restrykcja – napad jedzenia – poczucie winy – kolejna restrykcja”,
- łatwiej wracają do wybranej strategii żywieniowej po okresowych trudnościach (np. urlop, święta, stres w pracy).
W praktyce oznacza to, że zdrowe odchudzanie powinno wspierać poczucie bezpieczeństwa, a nie lęk przed porażką. Celem nie jest wyłącznie niższa masa ciała, lecz również bardziej spokojna relacja z jedzeniem, większa świadomość sygnałów z ciała i mniejsza zależność od emocjonalnego objadania się.
Jak budować cele, które nie niszczą poczucia własnej wartości
Jednym z głównych źródeł samokrytyki w trakcie odchudzania są nierealistyczne oczekiwania. Jeśli cel jest zbyt ambitny, zbyt szybki lub zbyt ogólny, łatwo o rozczarowanie. Trudno czuć się ze sobą dobrze, gdy codziennie konfrontujemy się z listą celów, których nie da się realnie osiągnąć.
Dlatego pierwszym krokiem jest zamiana celów opartych wyłącznie na wadze na cele dotyczące zachowań. Zamiast: „muszę schudnąć 10 kg w 2 miesiące”, lepiej postawić na: „w tym tygodniu do każdego obiadu dodaję porcję warzyw” lub „3 razy w tygodniu idę na 30-minutowy spacer”.
Dobre cele w kontekście odchudzania powinny być:
- konkretne – wiadomo, co dokładnie masz zrobić (np. „kolacja nie później niż 2–3 godziny przed snem” zamiast „będę jeść zdrowiej”),
- realistyczne – uwzględniają twoje obowiązki, stan zdrowia i poziom energii,
- mierzalne – możesz sprawdzić, czy je zrealizowałaś (np. liczba spacerów, liczba domowych posiłków w tygodniu),
- elastyczne – dopuszczają modyfikacje, jeśli sytuacja życiowa się zmienia,
- powiązane ze zdrowiem, a nie tylko z wyglądem – np. lepszy sen, mniejsza zadyszka, łatwiejsze wchodzenie po schodach.
Ważnym elementem jest także sposób monitorowania postępów. Zamiast stawać na wadze codziennie i reagować emocjonalnie na wahania o 0,5 kg, warto:
- ważyć się rzadziej (np. raz w tygodniu o tej samej porze, w podobnych warunkach),
- notować nie tylko wyniki wagi, ale także samopoczucie, poziom energii, jakość snu, kontrolę głodu,
- mierzyć obwody ciała (np. talia, biodra) raz na kilka tygodni, ponieważ zmiany składu ciała nie zawsze są widoczne tylko na wadze,
- obserwować funkcjonalne zmiany – np. krótsza zadyszka po wejściu na czwarte piętro, mniejsza potrzeba drzemek w ciągu dnia.
Jeśli cel jest jasno opisany i możliwy do zrealizowania, znacznie łatwiej jest ocenić swoje zachowanie bez dotykania poczucia własnej wartości. „Nie wyszłam na spacer, bo było mi zimno” to stwierdzenie faktu, które można wykorzystać do znalezienia rozwiązania (cieplejsze ubranie, inna pora dnia), a nie dowód na to, że ktoś jest „słaby”.
Warto też wprowadzić zasadę świadomego świętowania małych postępów. Przykładowo:
- tydzień bez podjadania przed snem,
- zamiana słodzonych napojów na wodę w większości dni tygodnia,
- pierwszy raz od dawna przygotowany zdrowy obiad w domu w środku tygodnia.
Takie drobne sukcesy odbudowują wiarę we własną sprawczość, co jest jednym z kluczowych czynników długoterminowego powodzenia. Z czasem to właśnie one składają się na trwałą zmianę stylu życia.
Jak jeść, żeby chudnąć, a nie żyć w ciągłym napięciu
Zmiana nawyków żywieniowych nie musi oznaczać ciągłego liczenia kalorii i zakazów. Można ją oprzeć na kilku ogólnych, ale praktycznych zasadach, które dają strukturę, jednocześnie zostawiając przestrzeń na elastyczność.
Podstawowe filary spokojnego odchudzania to:
- Regularne posiłki – większości osób pomaga 3–4 posiłki dziennie w dość stałych porach. Zbyt długie przerwy między posiłkami sprzyjają napadom głodu i trudniej wtedy o spokojne, racjonalne decyzje.
- Białko w każdym posiłku – np. chude mięso, ryby, jaja, nabiał, rośliny strączkowe. Białko zwiększa sytość, wspiera zachowanie masy mięśniowej i stabilizuje poziom glukozy.
- Duża ilość warzyw – najlepiej, by pojawiały się w 2–3 posiłkach dziennie. Wnoszą błonnik, witaminy, objętość przy niskiej kaloryczności, co sprzyja sytości.
- Kontrola źródeł tłuszczu – tłuszcz jest potrzebny, ale ma wysoką gęstość energetyczną. Lepiej bazować na produktach takich jak oliwa, orzechy, pestki, awokado w rozsądnych ilościach, ograniczając tłuszcze trans i nadmiar smażenia.
- Węglowodany o niższym stopniu przetworzenia – pełnoziarniste pieczywo, kasze, ryż brązowy, płatki owsiane, strączki. Zapewniają bardziej stabilny poziom energii.
- Odpowiednie nawodnienie – łagodne odwodnienie bywa mylone z głodem. Szklanka wody na 20–30 minut przed posiłkiem może pomóc lepiej wyczuć realne sygnały z ciała.
Kluczowe jest przy tym, aby nie wchodzić w rolę „strażnika”, który krytykuje siebie przy każdej „pomyłce”. Zamiast tego warto wprowadzić sposób myślenia skoncentrowany na faktach. Przykładowo:
- „Zjadłam dziś więcej słodyczy, niż planowałam” – co się wydarzyło tuż przed tym? Czy byłam zmęczona? Zestresowana? Czy posiłek wcześniej był za mały?
- „Zamówiłam fast food” – czy to było z wygody, braku czasu, czy może chęć nagrodzenia się po ciężkim dniu? Jak mogę inaczej zadbać o siebie w podobnej sytuacji w przyszłości?
Takie pytania pomagają zrozumieć własne zachowania i szukać rozwiązań systemowych (np. prostsze przepisy, planowanie zakupów, zdrowe przekąski „awaryjne”), zamiast skupiać się na ocenie charakteru.
Warto też wprowadzić zasady, które zmniejszają napięcie wokół jedzenia, takie jak:
- założenie, że słodycze czy ulubione „mniej zdrowe” dania mają swoje miejsce w diecie – np. w formie zaplanowanej porcji kilka razy w tygodniu,
- jedzenie przy stole, bez telefonu i telewizora, co ułatwia zauważenie momentu nasycenia,
- niewydawanie kategorycznych zakazów (np. „nigdy więcej nie zjem pizzy”), tylko ustalanie warunków (np. pizza raz na jakiś czas, za to z dodatkiem sałatki i przy dzieleniu się większą porcją),
- szukanie przyjemności w samym procesie – dekorowanie talerza, próbowanie nowych przepisów, wspólne gotowanie.
Im mniej napięcia i zakazów, tym mniejsze ryzyko, że pojawi się „efekt sprężyny”, czyli nagłe odpuszczenie wszystkich zasad i niekontrolowane objadanie się.
Ruch a poczucie własnej wartości – jak się ruszać, żeby nie karać ciała
Aktywność fizyczna jest jednym z filarów zdrowego odchudzania, ale sposób, w jaki o niej myślimy, ma ogromne znaczenie dla naszego nastawienia. Ćwiczenia traktowane jako kara za zjedzone kalorie szybko tracą swój urok. Pojawia się przymus („muszę”), a to obniża motywację wewnętrzną.
Aby ruch wspierał, a nie niszczył poczucie własnej wartości, warto:
- zacząć od poziomu, który jest realny – jeśli dotąd nie ćwiczyłaś, 10–15 minut szybszego marszu kilka razy w tygodniu jest dużo lepszym punktem startu niż ambitny plan intensywnego treningu codziennie,
- wybierać formy aktywności, które dają choć odrobinę przyjemności – taniec, jazda na rowerze, spacery z psem, ćwiczenia w domu z muzyką,
- obserwować, jak ciało się zmienia – nie tylko na wadze, ale też w sile, wytrzymałości, sprawności w codziennych czynnościach,
- przestać traktować ruch jako obowiązek, a zacząć jako inwestycję – w lepszy sen, większą odporność na stres, lepszy nastrój.
Dobrym krokiem jest zapisanie, jak się czujesz przed i po krótkim treningu. Z czasem można zauważyć, że nawet 20-minutowy spacer znacząco poprawia samopoczucie, pomaga uporządkować myśli i zmniejszyć napięcie. To przesuwa motywację z „muszę, żeby spalić kalorie” na „chcę, bo to mi służy”.
Jeśli pojawia się samokrytyka typu „inni ćwiczą więcej”, „powinnam już biegać, a ja ledwo chodzę”, warto wrócić do siebie – porównywanie się z innymi jest pułapką. Każdy startuje z innego miejsca, ma inną historię zdrowotną, inne możliwości czasowe. Twoje 10 minut ruchu jest wartościowe, nawet jeśli ktoś inny robi godzinny trening. Ważne, żeby było dostosowane do ciebie.
Praca z wewnętrznym krytykiem podczas odchudzania
„Wewnętrzny krytyk” to ten głos w głowie, który mówi: „znowu nie dałaś rady”, „po co w ogóle próbujesz”, „z takim podejściem nigdy nie schudniesz”. Czasem jest tak głośny, że zagłusza wszystkie inne sygnały. Nie da się całkowicie go wyłączyć, ale można nauczyć się z nim obchodzić.
Pierwszy krok to zauważanie momentów, w których ten głos się uaktywnia. To mogą być chwile po zjedzeniu słodyczy, po ważeniu się, po założeniu ulubionych spodni. Warto wtedy na chwilę się zatrzymać i dosłownie zapisać, co ten „krytyk” mówi. Dzięki temu myśli przestają być tłem i stają się czymś, co można zobaczyć i ocenić.
Następnie można zadać sobie kilka pytań:
- Czy to, co myślę, jest faktem, czy interpretacją?
- Czy ta myśl pomaga mi zadbać o siebie, czy mnie osłabia?
- Jak powiedziałabym to przyjaciółce w podobnej sytuacji? Czy byłabym wobec niej tak samo surowa?
Bardzo często okazuje się, że to, co mówimy do siebie, jest znacznie bardziej brutalne niż to, co kiedykolwiek powiedzielibyśmy komuś bliskiemu. Tymczasem łagodniejszy język nie oznacza braku odpowiedzialności. Można jednocześnie przyznać: „to nie był wybór wspierający moje zdrowie” i dodać: „mogę następnym razem spróbować inaczej”.
Pomocne bywa także wprowadzenie „głosu wspierającego”, który równoważy krytyka. W praktyce może to wyglądać tak:
- Krytyk: „Znów objadłaś się wieczorem, jesteś beznadziejna”.
- Wspierający głos: „Tak, zjadłam więcej niż planowałam. Byłam wykończona, a kolacja była za mała. Jutro zaplanuję bardziej sycący posiłek i pójdę spać wcześniej”.
To nie jest wymówka – to konstruktywna analiza sytuacji, oparta na faktach, a nie na etykietowaniu siebie. Z czasem taki sposób mówienia do siebie może stać się coraz bardziej naturalny i automatyczny, co znacznie ułatwia proces odchudzania.
Jak zadbać o emocje, żeby nie przerzucać ich na jedzenie
Bardzo często jedzenie staje się sposobem radzenia sobie z emocjami: stresem, samotnością, nudą, smutkiem, złością, a nawet radością (nagrody). Jeżeli jedzenie jest głównym narzędziem regulowania nastroju, próba ograniczenia go bez zadbania o emocje przypomina wyjmowanie bezpiecznika z instalacji elektrycznej bez naprawiania przewodów.
Aby chudnąć bez ciągłego oceniania siebie, warto:
- nauczyć się nazywać swoje emocje – „jestem spięta”, „jest mi przykro”, „czuję się przytłoczona”,
- zatrzymać się na chwilę przed sięgnięciem po jedzenie i zapytać: „czy to głód fizyczny, czy emocjonalny?”,
- stworzyć listę alternatywnych sposobów dbania o siebie – krótki spacer, rozmowa z kimś bliskim, gorąca kąpiel, kilka głębokich oddechów, zapisanie myśli w notesie,
- zauważać, że uczucia mają swoją dynamikę – narastają, utrzymują się, a potem opadają. Jedzenie daje zwykle krótkotrwałą ulgę, ale nie rozwiązuje przyczyny problemu.
Nie chodzi o to, by już nigdy nie zjeść „na pocieszenie”, ale by przestać traktować jedzenie jako jedyne narzędzie regulacji emocji. Im więcej sposobów na radzenie sobie z trudnymi stanami, tym mniej presji spada na jedzenie i tym łatwiej zachować równowagę w diecie.
Jeżeli czujesz, że emocjonalne jedzenie bardzo mocno wpływa na twoje życie, warto rozważyć wsparcie psychologa lub psychodietetyka. Praca z profesjonalistą pomaga dotrzeć do głębszych przyczyn trudności, np. dawnych doświadczeń, wzorców rodzinnych czy przekonań na temat ciała i jedzenia.
Wsparcie społeczne i profesjonalne – dlaczego nie musisz robić tego sama
Proces odchudzania bywa wymagający, zwłaszcza gdy równolegle prowadzisz intensywne życie zawodowe, dbasz o rodzinę lub zmagasz się z innymi wyzwaniami zdrowotnymi. W takiej sytuacji oczekiwanie od siebie, że „wszystko ogarniesz sama”, może być źródłem dodatkowej presji.
Wsparcie innych osób nie jest oznaką słabości, ale rozsądną strategią. Może przybrać różne formy:
- rozmowa z bliską osobą, która wysłucha bez oceniania i nie będzie narzucać swoich „złotych rad”,
- wspólne gotowanie lub spacery – łatwiej utrzymać nawyk, gdy ktoś go z nami dzieli,
- konsultacje z dietetykiem, który pomoże urealnić cele, ułożyć plan dopasowany do ciebie i wprowadzać zmiany krok po kroku,
- współpraca z psychologiem lub psychodietetykiem, jeśli odczuwasz silną presję, lęk, kompulsywne objadanie się, bardzo niskie poczucie własnej wartości.
Dzięki wsparciu łatwiej wyjść z przekonania, że potknięcie oznacza porażkę. Osoba z zewnątrz może pomóc zobaczyć szerszy obraz: że jeden tydzień słabszych wyborów żywieniowych nie przekreśla miesięcy pracy, że odpoczynek też jest elementem dbania o ciało, że tempo zmiany bywa różne na różnych etapach życia.
Najważniejsze, aby wybierać takich specjalistów i takie otoczenie, które wzmacniają szacunek do ciała, a nie budują motywacji na wstydzie czy strachu. Jeśli czyjeś metody opierają się na zawstydzaniu („musisz się bardziej postarać”, „to brak samodyscypliny”), warto poszukać innej formy wsparcia.
Podsumowanie – jak schudnąć, nie tracąc szacunku do siebie
Odchudzanie bez ciągłego oceniania siebie jest możliwe, ale wymaga zmiany perspektywy. Zamiast traktować każde odstępstwo jako dowód porażki, warto patrzeć na proces zmiany jak na długoterminowy projekt, w którym nieuniknione są momenty słabsze i mocniejsze.
Kluczowe elementy takiego podejścia to:
- rezygnacja z myślenia „wszystko albo nic” na rzecz elastyczności i cierpliwości,
- stawianie celów opartych na zachowaniach, a nie tylko na liczbie kilogramów,
- budowanie prostych, wykonalnych nawyków żywieniowych i ruchowych,
- uważność na emocje i sygnały ciała, odróżnianie głodu fizycznego od emocjonalnego,
- praca z wewnętrznym krytykiem – zauważanie go, kwestionowanie i równoważenie bardziej wspierającym głosem,
- korzystanie z wsparcia – bliskich, specjalistów, społeczności, zamiast mierzenia się ze wszystkim w samotności.
Waga jest tylko jedną z wielu informacji o tym, co dzieje się w twoim organizmie. Nie musi być miarą twojej wartości. Traktując siebie z większą łagodnością, nie rezygnujesz z odpowiedzialności za zdrowie – przeciwnie, zwiększasz szansę, że nowe nawyki zostaną z tobą na długo. A to właśnie trwałość codziennych, małych wyborów prowadzi do realnej, stabilnej utraty masy ciała.
FAQ – najczęstsze pytania o odchudzanie bez samokrytyki
Czy bez „twardej dyscypliny” naprawdę da się schudnąć?
Tak. Dyscyplina jest potrzebna, ale nie w formie ciągłego karania i zawstydzania siebie. Skuteczna jest raczej konsekwencja w prostych działaniach: regularne posiłki, ruch dopasowany do możliwości, stopniowa zmiana nawyków. Motywacja oparta na szacunku i trosce o zdrowie jest trwalsza niż motywacja oparta na strachu.
Co zrobić, gdy zjem „za dużo” i od razu pojawia się poczucie winy?
Zatrzymaj się i nazwij fakty: co zjadłaś, o której godzinie, w jakich okolicznościach, co czułaś przed i po. Zamiast mówić do siebie „jestem beznadziejna”, zapytaj: „czego mogę się nauczyć z tej sytuacji?”. Następny posiłek potraktuj jako szansę na powrót do swoich zasad, nie karz się skrajnym ograniczaniem kalorii.
Jak nie przejmować się liczbą na wadze?
Nie chodzi o całkowite ignorowanie wagi, ale o zmianę proporcji. Oprócz ważenia obserwuj też inne wskaźniki: energię w ciągu dnia, jakość snu, poziom głodu i sytości, obwody ciała, sprawność fizyczną. Ogranicz częstotliwość ważenia (np. do razu w tygodniu) i zapisuj wyniki w kontekście, a nie jako jedyny wyznacznik sukcesu.
Czy mogę jeść słodycze i dalej chudnąć?
Tak, jeśli słodycze pojawiają się w przemyślany sposób – np. jako niewielka porcja 2–3 razy w tygodniu, najlepiej po posiłku, a nie w napadzie głodu. Całkowity zakaz często prowadzi do jeszcze silniejszej ochoty i „rzucenia się” na słodycze przy pierwszej okazji. Lepiej ustalić zasady niż tworzyć tabu.
Jak odróżnić głód fizyczny od emocjonalnego?
Głód fizyczny narasta stopniowo, pojawia się po kilku godzinach od posiłku, odczuwasz go w ciele (np. burczenie w brzuchu, spadek energii) i jesteś otwarta na różne rodzaje jedzenia. Głód emocjonalny pojawia się nagle, często po konkretnym wydarzeniu (kłótnia, stres, nuda), zwykle dotyczy konkretnych produktów (np. słodycze) i nie mija mimo zjedzenia sycącego posiłku.
Co jeśli inni komentują moją wagę lub sposób jedzenia?
Masz prawo wyznaczyć granice. Możesz spokojnie powiedzieć: „to dla mnie wrażliwy temat, wolę o tym nie rozmawiać” lub „pracuję nad swoim zdrowiem w swoim tempie, proszę o niekomentowanie”. Warto otaczać się osobami, które szanują twoje wybory i nie budują motywacji na zawstydzaniu.
Czy powinnam unikać „ważenia się” w ogóle, jeśli mam tendencję do samokrytyki?
Niekoniecznie. Możesz ograniczyć częstotliwość ważenia i przygotować się mentalnie: przed wejściem na wagę przypomnij sobie, że liczba, którą zobaczysz, jest informacją, a nie oceną. Jeśli mimo to waga bardzo silnie wpływa na twoje emocje, porozmawiaj o tym z dietetykiem lub psychologiem – czasem na pewien okres warto skupić się na innych wskaźnikach niż masa ciała.
Kiedy warto poszukać profesjonalnej pomocy?
Gdy zauważasz u siebie częste napady objadania się, silny lęk przed przytyciem, bardzo niską samoocenę związaną z wyglądem, unikanie spotkań z ludźmi z powodu wagi lub gdy próby odchudzania wywołują u ciebie duże cierpienie emocjonalne. Wtedy wsparcie dietetyka, psychodietetyka lub psychologa może znacząco ułatwić proces i pomóc odbudować zdrowszą relację z jedzeniem i własnym ciałem.