Jak rozpoznać, że jesz z przyzwyczajenia

Autor: mojdietetyk

Jak rozpoznać, że jesz z przyzwyczajenia

Jedzenie może być prawdziwą przyjemnością, sposobem na dbanie o zdrowie, ale też… automatycznym nawykiem, który skutecznie utrudnia odchudzanie. Wiele osób je nie dlatego, że faktycznie czuje głód, lecz z przyzwyczajenia: bo jest pora lunchu, bo coś leży na stole, bo w pracy wszyscy idą po batona, bo wieczorem “należy się” coś słodkiego do serialu. Umiejętność rozpoznania, kiedy naprawdę potrzebujesz jedzenia, a kiedy sięgasz po nie odruchowo, jest jednym z kluczowych elementów trwałej redukcji masy ciała. Poniższy tekst pomoże Ci nazwać te mechanizmy, zrozumieć, skąd się biorą i krok po kroku zacząć je zmieniać.

Czym różni się głód fizjologiczny od jedzenia z przyzwyczajenia

Choć może się wydawać, że “głód to głód”, organizm wysyła różne sygnały w zależności od tego, czy naprawdę potrzebuje energii, czy też w grę wchodzą emocje, nuda albo wypracowany schemat. Umiejętność odróżnienia głodu fizjologicznego od jedzenia z nawyku to fundament skutecznego odchudzania.

Głód fizjologiczny jest odpowiedzią organizmu na realny spadek dostępnej energii. Zwykle pojawia się stopniowo, a nie nagle. Możesz czuć ssanie w żołądku, lekkie osłabienie, spadek koncentracji, rozdrażnienie. Co ważne, kiedy jesteś naprawdę głodny, jesteś w stanie zjeść bardzo różne produkty – nie tylko konkretną, wymarzoną potrawę. Jeśli myślisz “zjadłbym cokolwiek, nawet zwykłą zupę warzywną”, to raczej głód fizyczny.

Jedzenie z przyzwyczajenia zazwyczaj nie wynika z tych samych sygnałów. Odruch sięgania po przekąskę wyzwalają konkretne sytuacje, miejsca, zapachy lub emocje. To może być: włączenie telewizora wieczorem, przerwa na kawę w pracy, wyjazd pociągiem, spotkanie towarzyskie, stresująca rozmowa, uczucie pustki czy samotności. W takich momentach często pojawia się ochota na bardzo określony produkt – np. tylko czekoladę albo chipsy – a nie otwarta chęć na jakikolwiek posiłek. To silna wskazówka, że nie chodzi o głód, ale o nawyk lub regulację emocji.

Istotną różnicą jest także sposób, w jaki głód (lub jego brak) wpływa na Twoje ciało po jedzeniu. Jeśli naprawdę byłeś głodny, po posiłku zwykle poczujesz wyraźną ulgę, poprawę koncentracji, spadek napięcia, a uczucie sytości utrzyma się przez jakiś czas. Jeśli jadłeś głównie z przyzwyczajenia, często już po kilku minutach czujesz niedosyt, chcesz “coś jeszcze”, pojawiają się wyrzuty sumienia, a niekiedy nawet dyskomfort w brzuchu. To znak, że zaspokoiłeś coś innego niż faktyczne zapotrzebowanie energetyczne.

Warto też zwrócić uwagę na tempo jedzenia. Przy głodzie fizjologicznym, zwłaszcza jeśli długo nie jadłeś, możesz jeść nieco szybciej na początku, ale z czasem naturalnie zwalniasz – organizm wysyła sygnały sytości. Przy jedzeniu z nawyku łatwo o “zatopienie się” w czynności: chrupanie przekąsek do końca opakowania, nawet jeśli po drodze przestałeś mieć na nie ochotę. Brak uważności sprzyja przejadaniu i nadwyżce kalorii.

Zrozumienie tych różnic pomaga lepiej wsłuchiwać się w ciało. To pierwszy krok do tego, by świadomie decydować, kiedy i co jesz, a nie działać na autopilocie. Odchudzanie staje się wtedy nie tyle walką z samym sobą, co procesem uczenia się nowego sposobu reagowania na sygnały z organizmu i otoczenia.

Najczęstsze sygnały, że jesz z przyzwyczajenia, a nie z głodu

Być może już podejrzewasz, że część Twoich posiłków i przekąsek to efekt automatycznych schematów, a nie realnej potrzeby ciała. Warto je nazwać i rozpoznać w konkretnych sytuacjach. Kiedy widzisz swoje własne wzorce czarno na białym, dużo łatwiej wprowadzić zmianę.

Oto sygnały, które szczególnie często towarzyszą jedzeniu z przyzwyczajenia:

  • Jesz “bo jest pora” – sięgasz po posiłek tylko dlatego, że zegarek pokazuje np. 12:00, nawet jeśli nie czujesz jeszcze głodu. Dotyczy to także “punktu obowiązkowego” w ciągu dnia, np. wieczornego podjadania tuż przed snem, niezależnie od wcześniejszych posiłków.
  • Masz utrwalony “rytuał przekąski” – np. kawa zawsze “musi” iść w parze z ciastkiem, a wieczór z serialem nie istnieje bez chipsów. Gdy z jakiegoś powodu zabraknie tej przekąski, czujesz się nieswojo, choć fizycznie wcale nie jesteś głodny.
  • Odczuwasz nagłą, bardzo silną ochotę na konkretny produkt – pragniesz tylko czekolady, tylko batonika, tylko pizzy, a myśl o innych posiłkach w ogóle Cię nie interesuje. To najczęściej apetyt lub reakcja emocjonalna, a nie fizjologiczny głód.
  • Jesz “przy okazji” – np. podjadasz podczas gotowania, wyjadanie resztek z garnka uznajesz za coś, co “i tak się nie liczy”, jesz, bo jedzą inni, sięgasz po słodycze stojące na biurku, nawet gdy chwilę wcześniej skończyłeś posiłek.
  • Tracisz kontrolę przy konkretnych produktach – otwierasz paczkę chipsów lub czekoladę “na jedną kostkę”, a kończysz na pustym opakowaniu, mimo że już w połowie przestałeś czuć przyjemność. Napędza Cię bardziej automatyzm niż świadoma decyzja.
  • Po jedzeniu szybko pojawiają się wyrzuty sumienia – czujesz, że ta przekąska “nie była potrzebna”, że “przesadziłeś”, choć jeszcze przed chwilą sięgałeś po nią bez większej refleksji.
  • Często jesz, żeby “zagryźć emocje” – po stresującym dniu w pracy, kłótni, gorszej wiadomości masz wrażenie, że tylko słodycze, fast food albo alkohol przyniosą ulgę. To klasyczny mechanizm jedzenia emocjonalnego, mocno powiązany z przyzwyczajeniami.
  • Masz wrażenie, że jedzenie “dzieje się samo” – nie pamiętasz dokładnie, ile zjadłeś, kiedy sięgnąłeś po przekąskę, co dokładnie było na talerzu. Może się wydawać, że danego dnia “prawie nic nie jadłeś”, a jednak masa ciała nie spada.

Jeżeli odnajdujesz się w kilku z tych punktów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że znaczna część Twojego dziennego bilansu kalorii pochodzi właśnie z jedzenia z przyzwyczajenia. Nie oznacza to, że robisz coś “źle” jako człowiek – to naturalne, że mózg szuka schematów, które przynoszą szybką przyjemność lub ulgę. Problem pojawia się wtedy, gdy te schematy stają się główną formą radzenia sobie z emocjami i codziennością, a w konsekwencji utrudniają redukcję masy ciała.

Właśnie dlatego praca nad nawykami żywieniowymi jest tak ważna w procesie odchudzania. Sam jadłospis, choć bardzo istotny, nie rozwiąże problemu, jeśli regularnie dodajesz sobie “nieświadome” kalorie przez przekąski, podjadanie i rytuały związane z jedzeniem. Świadomość pierwszych sygnałów to furtka do kolejnego etapu: uważnej obserwacji własnych zachowań.

Mapa Twoich nawyków: jak świadomie je obserwować

Aby móc cokolwiek zmienić, trzeba najpierw zobaczyć to jasno. Tworzenie własnej “mapy nawyków żywieniowych” brzmi poważnie, ale w praktyce polega na kilku prostych działaniach. Ich celem jest zauważenie zależności pomiędzy sytuacją (bodźcem), myślami, emocjami i sięganiem po jedzenie.

Najprostsze narzędzie to prowadzony przez kilka dni lub tygodni dziennik żywieniowy. Nie chodzi jednak tylko o spisywanie, co i ile zjadłeś, ale także kiedy, w jakim miejscu, w jakim towarzystwie i w jakim nastroju. Wystarczy krótka notatka przy każdym posiłku lub przekąsce:

  • godzina,
  • rodzaj jedzenia,
  • poziom głodu w skali 0–10 (0 – brak, 10 – bardzo silny),
  • emocje (np. spokój, nuda, stres, radość, złość),
  • sytuacja (w pracy, w domu, przed komputerem, w towarzystwie, samotnie).

Już po kilku dniach zaczną pojawiać się powtarzające się schematy. Być może zauważysz, że niemal zawsze jesz słodycze po 15:00 w pracy, kiedy poziom energii spada, albo że po powrocie do domu “z automatu” otwierasz lodówkę, niezależnie od tego, co jadłeś w ciągu dnia. Taka mapa pozwala bardzo precyzyjnie określić, w jakich miejscach Twojego dnia najczęściej dochodzi do jedzenia z przyzwyczajenia.

Pomocne jest też zadawanie sobie kilku krótkich pytań tuż przed jedzeniem:

  • Czy odczuwam fizyczny głód? Jeśli tak, gdzie dokładnie go czuję w ciele?
  • Jak oceniam głód w skali 0–10?
  • Gdybym miał zjeść zwykłe, proste danie (np. kanapkę z serem, zupę), czy dalej miałbym ochotę jeść?
  • Co dokładnie skłoniło mnie do sięgnięcia po jedzenie – pora dnia, emocja, zapach, obecność innych ludzi?

Na początku ta uważność może wydawać się nienaturalna, a nawet męcząca. Z czasem jednak staje się coraz prostsza, a Ty zaczynasz szybko wychwytywać momenty, w których po jedzenie sięga tylko część Ciebie – ta przyzwyczajona, znudzona, zestresowana – a nie ciało domagające się paliwa.

Ważne, by obserwować to wszystko z ciekawością, a nie z surową oceną. Celem nie jest wypisanie listy “grzechów żywieniowych”, ale zrozumienie, jak działa Twój indywidualny system nawyków. Tylko wtedy możliwe jest sensowne planowanie zmian, które nie będą polegały na ciągłej silnej woli i zaciskaniu zębów, lecz na mądrym przeorganizowaniu otoczenia i codziennych rytuałów.

W tym miejscu dobrze jest też spojrzeć szerzej na swój dzień: ilość snu, poziom stresu, sposób organizacji pracy. Chroniczne zmęczenie sprzyja automatycznemu jedzeniu, szczególnie po południu i wieczorem. Jeśli budzisz się niewyspany, jesz w pośpiechu, masz mało przerw w pracy, to organizm będzie silniej domagał się szybkiej nagrody pod postacią kalorycznej przekąski. Bez zadbania o te elementy nawet najlepsza dieta będzie trudna do utrzymania.

Psychologiczne mechanizmy stojące za jedzeniem z nawyku

Jedzenie z przyzwyczajenia rzadko jest wyłącznie kwestią “słabej woli”. Znacznie częściej to efekt bardzo sprawnie działających mechanizmów psychologicznych, które kiedyś miały swój sens – przynosiły ulgę, komfort, poczucie bezpieczeństwa. Zrozumienie ich działania pozwala podejść do siebie z większą wyrozumiałością, a jednocześnie świadomie te mechanizmy modyfikować.

Kluczową rolę odgrywa tu system nagrody w mózgu. Produkty bogate w cukier i tłuszcz, takie jak słodycze czy fast food, bardzo intensywnie pobudzają wydzielanie dopaminy – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego m.in. za odczuwanie przyjemności. Jeśli wielokrotnie powtarzasz schemat “stres → słodycz → ulga”, mózg uczy się, że to jedzenie jest szybkim i skutecznym sposobem na poprawę nastroju. Z czasem przestaje nawet czekać na pojawienie się silnych emocji – już sam bodziec (np. widok czekolady, pora dnia, miejsce) uruchamia automatyczną chęć jedzenia.

Silne są również skojarzenia z dzieciństwa. Jeśli w Twoim domu za pomocą jedzenia nagradzano dobre oceny, pocieszano po porażkach, świętowano niemal każde wydarzenie, to nic dziwnego, że w dorosłości sięganie po przekąskę w trudnej chwili wydaje się naturalne. Jedzenie bywa też sposobem na zagospodarowanie pustki: brak relacji, satysfakcji z pracy, poczucie sensu. Krótkotrwała przyjemność, jaką daje ulubiona potrawa, przykrywa na moment te braki, choć ich nie rozwiązuje.

Do tego dochodzi nawyk jako taki – czyli automatyczne zachowanie zakodowane przez powtarzanie. Mózg lubi działać ekonomicznie; jeśli wielokrotnie powtarzałeś np. wieczorne chrupanie przed ekranem, po jakimś czasie nie potrzebuje już świadomej decyzji. Włączenie serialu samo w sobie staje się sygnałem: “czas coś zjeść”. To sprawia, że w odchudzaniu sama deklaracja “od jutra nie jem wieczorem” zazwyczaj nie wystarcza. Trzeba zmienić cały łańcuch: bodziec – reakcja – nagroda.

Wreszcie, istotne są przekonania dotyczące jedzenia i własnego ciała. Jeśli wierzysz, że “bez słodyczy nie da się żyć”, “jak zacznę jeść zdrowo, to już nic przyjemnego mnie nie czeka”, “mam słabą motywację i zawsze się poddam” – to te myśli będą wpływać na Twoje wybory. Jedzenie z przyzwyczajenia jest wtedy wzmocnione przez wewnętrzny monolog, który podtrzymuje stare schematy.

Praca nad tymi mechanizmami nie polega na ich całkowitej eliminacji, ale raczej na poszukiwaniu alternatywnych dróg nagrody, ukojenia i przyjemności, które nie będą sabotować Twoich celów zdrowotnych. To proces, w którym odchudzanie staje się elementem szerszej zmiany stylu życia, a nie tylko matematycznym odejmowaniem kalorii.

Kiedy przyzwyczajenie najbardziej sabotuje odchudzanie

Nie wszystkie nawyki żywieniowe są równie “kosztowne” pod względem kalorii i wpływu na masę ciała. Są jednak takie sytuacje w ciągu dnia, w których jedzenie z automatu wyjątkowo skutecznie psuje deficyt energetyczny, nawet przy pozornie zdrowej diecie.

Najbardziej newralgiczne momenty to:

  • Wieczorne podjadanie – po kolacji, przed telewizorem, przy komputerze. To zwykle czas, gdy masz już “odhaczone” główne posiłki, więc wszystko, co pojawia się później, staje się dodatkowym źródłem energii. Nawet niewinne wydające się 2–3 garści orzechów czy suszonych owoców mogą dostarczyć kilkaset kilokalorii “po cichu”.
  • Przekąski w pracy – słodycze z urodzin współpracowników, ciastka w kuchni, spontaniczne zamawianie pizzy przy dłuższych spotkaniach. Często nie są traktowane jak “prawdziwe jedzenie”, mimo że ich ładunek kaloryczny może być równy pełnemu posiłkowi.
  • Weekendowe jedzenie “bez kontroli” – w tygodniu udaje Ci się w miarę trzymać planu, ale w piątek wieczorem zaczyna się objadanie, które trwa do niedzieli. To wtedy nawyki towarzyskie (wyjścia, alkohol, przekąski) często biorą górę nad planem redukcji.
  • “Zjadanie resztek” po dzieciach lub domownikach – kilka kęsów po każdym posiłku składa się na cały, dodatkowy posiłek. Zjadając “żeby się nie zmarnowało”, w praktyce magazynujesz to w sobie.
  • Nawyki okołotreningowe – jeśli każdą aktywność fizyczną traktujesz jako pretekst do “nagrody” w postaci wysokokalorycznego jedzenia, to łatwo o sytuację, w której spalasz 300 kcal na treningu, a dostarczasz 600 kcal w postaci “małej przekąski po siłowni”.

Co ważne, sabotujące nawyki często ubieramy w pozornie racjonalne uzasadnienia: “należy mi się”, “to tylko dziś”, “przecież jem ogólnie zdrowo”. Same w sobie nie są złe – każdy ma prawo do przyjemności i luzu. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się normą, a nie wyjątkiem. Różnica pomiędzy sporadycznym deserem a codziennym rytuałem wieczornego podjadania to w skali miesiąca lub roku colossalna różnica w bilansie energetycznym.

Odchudzanie wymaga więc nie tyle heroicznego odmawiania sobie wszystkiego, co świadomego zdecydowania, w jakich momentach rzeczywiście chcesz zjeść coś dla przyjemności, a gdzie wkrada się czyste przyzwyczajenie, z którego niewiele wynika poza dodatkowymi kilogramami.

Mój Dietetyk

Potrzebujesz konsultacji dietetycznej?

Skontaktuj się z nami!

Jak krok po kroku wychodzić z jedzenia z przyzwyczajenia

Zmiana utrwalonych nawyków żywieniowych nie nastąpi z dnia na dzień, ale można ją przeprowadzić w przemyślany, możliwy do udźwignięcia sposób. Najważniejsze jest podejście “małych kroków” – zamiast rewolucji, która po tygodniu się załamie, wprowadź serię konkretnych, wykonalnych działań.

Pierwszy etap to przerwanie automatyzmu. Zanim coś zjesz, zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie dwa pytania: “Czy jestem głodny fizycznie?” oraz “Czego teraz naprawdę potrzebuję?”. Czasem okaże się, że bardziej niż batonika potrzebujesz kilku minut przerwy, rozmowy z kimś bliskim, krótkiego spaceru czy po prostu wody. Już samo wprowadzenie tej sekundy namysłu między bodziec a reakcję bywa przełomowe.

Drugim elementem jest planowanie. Jeśli wiesz, że Twoim słabym punktem są słodycze po 15:00 w pracy, zaplanuj na tę godzinę konkretną, sycącą przekąskę – np. jogurt naturalny z owocami i orzechami lub kanapkę z dodatkiem białka i warzyw. Dzięki temu odruch sięgania po cukier nie będzie wynikał z drastycznego spadku energii, tylko przestanie być jedyną dostępną opcją.

Kolejny krok to zmiana otoczenia. Jeśli słodycze stale stoją na widoku, a szafka z przekąskami jest pierwszą, którą otwierasz, po powrocie do domu, to utrudniasz sobie zadanie. Schowanie wysokokalorycznych produktów, niekupowanie ich “na zapas”, przygotowanie zdrowych alternatyw na wierzchu (warzywa, owoce, hummus, orzechy porcjowane) znacząco zmniejsza liczbę okazji do jedzenia z automatu.

Bardzo pomocne jest także wprowadzenie nowych rytuałów w momentach, w których dotąd jadłeś z przyzwyczajenia. Zamiast wieczornego chrupania możesz wprowadzić kubek herbaty ziołowej i krótki spacer, zamiast słodyczy do kawy – kilka minut ćwiczeń oddechowych lub ulubiony podcast. Chodzi o to, by mózg dalej dostawał nagrodę (przyjemność, ukojenie), ale z innego źródła niż jedzenie.

Pamiętaj przy tym o granicach: nie musisz całkowicie odcinać się od wszystkich przyjemności kulinarnych. Skuteczniejszą i zdrowszą strategią jest uczenie się, jak jeść je bardziej świadomie – np. wybierając dzień lub dwa w tygodniu, kiedy planujesz deser, jesz go powoli, bez pośpiechu, z pełną uwagą, zamiast bezrefleksyjnego podjadania codziennie “po trochu”. To pomaga zachować satysfakcję i zmniejsza ryzyko wybuchów objadania.

Ostatni ważny element to praca nad emocjami. Jeśli zauważasz, że głównym wyzwalaczem jedzenia są sytuacje stresujące, poczucie samotności czy niska samokontrola w chwilach napięcia, rozważ wsparcie specjalisty – psychologa, psychodietetyka. Rozmowa i nauka alternatywnych sposobów regulowania emocji mogą przynieść znacznie trwalsze efekty niż kolejne restrykcyjne diety.

Uważne jedzenie jako narzędzie w odchudzaniu

Uważne jedzenie (mindful eating) nie jest kolejną dietą, ale sposobem bycia przy sobie podczas posiłku. Pozwala wyciszyć autopilota, który napędza jedzenie z przyzwyczajenia, i przywrócić jedzeniu funkcję karmienia ciała, a nie tylko szybkiej rozrywki.

Praktyka uważnego jedzenia obejmuje kilka prostych zasad. Przede wszystkim – jedz bez rozpraszaczy. Wyłącz telewizor, odłóż telefon, nie jedz przed komputerem. Skup się na talerzu, zapachu, strukturze, smaku jedzenia. Staraj się jeść wolniej niż zwykle, odkładając sztućce między kęsami, dokładnie przeżuwając każdy kęs. Zauważ, jak zmienia się Twoje odczucie sytości w trakcie posiłku – w którym momencie przestaje być naprawdę przyjemnie, a zaczyna się ciężko.

Przed posiłkiem i w jego trakcie zwracaj uwagę na skalę głodu i sytości. Zacznij jeść, gdy głód jest umiarkowany, a nie skrajny – to pomoże uniknąć napadów objadania. Kończ, kiedy czujesz się przyjemnie najedzony, ale nie przepełniony. Z czasem nauczysz się bardziej precyzyjnie rozróżniać subtelne sygnały ciała, które dziś mogą być zagłuszane przez pośpiech i rozproszenie.

Uważne jedzenie pomaga też odzyskać prawdziwą przyjemność z jedzenia. Jedząc powoli, świadomie, rzadziej potrzebujesz dużych ilości, by odczuć satysfakcję. To z kolei ułatwia tworzenie deficytu energetycznego, nie wywołując poczucia wiecznego niedosytu. Zamiast kolejnej diety opartej na zakazach, dostajesz narzędzie, które wspiera trwałą zmianę relacji z jedzeniem.

FAQ – najczęstsze pytania o jedzenie z przyzwyczajenia

Czy jedzenie z przyzwyczajenia to zawsze coś złego?
Nie. Część nawyków żywieniowych jest bardzo korzystna – np. regularne śniadanie, stałe pory posiłków, warzywa do obiadu. Problemem są nawyki, które generują nadmiar kalorii, pogarszają samopoczucie i utrudniają odchudzanie. Celem nie jest eliminacja wszystkich schematów, ale świadoma modyfikacja tych niekorzystnych.

Skąd mam wiedzieć, czy jestem naprawdę głodny?
Zwracaj uwagę na sygnały z ciała: ssanie w żołądku, lekkie osłabienie, spadek koncentracji. Oceniaj głód w skali 0–10 i pytaj siebie, czy zjadłbyś proste danie (np. zupę, kanapkę). Jeśli masz ochotę tylko na konkretny produkt i nie odczuwasz sygnałów z ciała, to najpewniej apetyt, a nie głód.

Jak szybko można zmienić nawyki jedzenia z przyzwyczajenia?
To bardzo indywidualne. Pierwsze efekty obserwacji pojawiają się często już po 1–2 tygodniach. Utrwalenie nowych nawyków wymaga zwykle kilku miesięcy konsekwentnej pracy. Lepiej działa system małych, stabilnych zmian niż radykalne postanowienia, które szybko się załamują.

Czy muszę całkowicie zrezygnować ze słodyczy, żeby przestać jeść z nawyku?
Nie. Skuteczniejsze jest ograniczanie częstotliwości i porcji oraz przeniesienie słodyczy z roli codziennego rytuału do roli świadomej przyjemności od czasu do czasu. Pomaga planowanie: ustal, kiedy i ile zjesz, zamiast sięgać po słodycze spontanicznie kilka razy dziennie.

Co robić, gdy jem z emocji (stres, smutek, złość)?
Najpierw nazwij emocję: “czuję złość”, “jest mi smutno”. Następnie poszukaj innego sposobu na jej rozładowanie: rozmowa, spacer, prysznic, zapisanie myśli, kilka głębokich oddechów. Jeśli problem nawraca, warto skorzystać ze wsparcia psychologa lub psychodietetyka, by nauczyć się stabilniejszych strategii radzenia sobie z emocjami.

Czy liczenie kalorii pomaga przy jedzeniu z przyzwyczajenia?
Może pomóc uświadomić skalę problemu – wiele osób nie docenia kaloryczności przekąsek “z automatu”. Jednak samo liczenie kalorii nie wystarczy, jeśli nie pracujesz nad źródłem nawyków i emocjami. Najlepsze efekty daje połączenie świadomości energetycznej z pracą nad zachowaniami.

Co zrobić, jeśli często “budzę się” dopiero przy pustym opakowaniu przekąski?
Po pierwsze – nie obwiniaj się, tylko potraktuj to jako informację. Zastanów się, w jakich sytuacjach dzieje się to najczęściej i spróbuj wprowadzić tam zmianę: jedz z miseczki, a nie z opakowania, ustal wcześniej porcję, jedz bez rozpraszaczy. Pomocne bywa też krótkie ćwiczenie uważności przed otwarciem przekąski: kilka głębokich oddechów i pytanie “czy naprawdę tego potrzebuję?”.

Czy można całkowicie pozbyć się jedzenia z przyzwyczajenia?
Całkowite wyeliminowanie wszystkich automatyzmów jest mało realistyczne i niekoniecznie potrzebne. Celem jest raczej zmniejszenie częstości i skali takich epizodów oraz przekształcenie szkodliwych nawyków w bardziej wspierające. Jeśli większość Twoich wyborów będzie świadoma i zgodna z celem zdrowotnym, okazjonalne jedzenie z przyzwyczajenia nie zniweczy efektów odchudzania.

Powrót Powrót